Zabójcza fala, czyli wspomnienia osób, które przeżyły tsunami

„Na tym świecie nie ma nic pewnego oprócz śmierci i podatków” – mawiał Benjamin Franklin. Powyższy cytat świetnie pasuje do daty 11 marca 2011 r., kiedy to wielu mieszkańców Japonii składało roczne zeznania podatkowe. Wśród nich była Kimiko z przybrzeżnej dzielnicy miasta Minamisoma w prefekturze Fukushima, która pojechała do lokalnego urzędu, aby rozliczyć się z fiskusem.

W trakcie wypełniania formularza, gdy na zegarze ściennym wybiła godzina 14:46, rozpoczęło się trzęsienie ziemi o takiej intensywności, że urzędniczka kazała wejść jej pod stół. Kimiko doznała zawrotów głowy, przez co nie była w stanie o własnych siłach wyjść z budynku. Przy pomocy innych osób wydostała się na zewnątrz i usiadła na krawężniku. Po chwili względnego spokoju nadeszła kolejna fala wstrząsów, które łącznie trwały ponad pięć minut, czyli znacznie dłużej niż normalnie.



Zazwyczaj drgania wyczuwalne są przez kilka do maksymalnie kilkudziesięciu sekund, ale tym razem doszło do serii trzech następujących po sobie silnych wstrząsów, w wyniku czego uwolniona została potężna energia. Świadkowie zdarzeń wiedzieli, że skutki mogą być tragiczne, jednak mało kto spodziewał się tego co miało dopiero nadejść. Kimiko zaczęła myśleć o mężu i domu położonym zaledwie kilkadziesiąt metrów od brzegu oceanu. Urzędnicy mówili jej, żeby nigdzie nie jechała, a tym bardziej nie wracała do domu, bo wkrótce może nadejść fala tsunami.

W tym czasie mąż Kimiko oraz mieszkańcy okolicznych domów wstępnie szacowali straty po trzęsieniu ziemi. Yoko – moja teściowa – oglądała pokruszone gąsiory dachowe, które nieszczęśliwie posypały się na przednią szybę samochodu udostępnionego jej do jazdy testowej. Kilka tygodni wcześniej miała dachowanie, w związku z czym zdecydowała się kupić nowe auto. Patrząc na szybę przypominającą pajęczynę usłyszała komunikat z głośnika zainstalowanego w jej mieszkaniu. Spiker wzywał do natychmiastowej ewakuacji, jednak jego głos mówiący o nadejściu tsunami pozbawiony był emocji i raczej nie przekonywał do szybkich działań. Warto dodać, że w wielu japońskich miejscowościach głośniki radiowęzłowe zainstalowane są w budynkach i na słupach ulicznych w celu ostrzegania ludzi przed potencjalnymi zagrożeniami.

Teściowa rozpoczęła ewakuację, ale po kilkudziesięciu metrach jazdy samochodem zorientowała się, iż nie wzięła tego co najważniejsze, czyli psa, portfela i telefonu komórkowego. Wróciła zatem do domu, w którym meble były poprzewracane, walizka na kółkach stała na środku pokoju, a tradycyjne rozsuwane drzwi leżały na matach tatami. Pomyślała, że posprząta jak wróci i zabrała ze sobą niezbędne przedmioty oraz suczkę o dość ironicznym imieniu Nami, czyli Fala. Po drodze zaczepił ją sąsiad Katsuyoshi i zapytał – dokąd jedziesz?

– W bezpieczne miejsce, bo podobno wkrótce ma nadejść fala tsunami – odpowiedziała zdziwiona Yoko. Przez wejściem do samochodu spotkała jeszcze męża Kimiko i odjechała do punktu ewakuacyjnego na pobliskim wzgórzu, gdzie w piątkowe popołudnia rozgrywano mecze minigolfa. Mąż Kimiko również wsiadł do samochodu, ale zamiast na pobliskie wzgórze, pojechał najpierw po żonę.

W zbliżonym czasie Kimiko siedząc przed budynkiem lokalnego urzędu zauważyła sąsiada, który mimo ostrzeżeń urzędników chciał wrócić na wybrzeże. Podeszła więc do Yoshimune i zapytała, czy może się z nim zabrać. Odpowiedział, że nie ma problemu, po czym wyruszyli w kierunku oceanu. Gdy przejeżdżali obok chramu shintoistycznego, Kimiko zobaczyła, iż w przeciwnym kierunku jedzie jej mąż, ale ten ich nie zauważył. Yoshimune miał ochotę zawrócić, ale Kimiko nie chciała sprawiać kłopotu i powiedziała, żeby jechał dalej. Po drodze zatrzymali się przy powalonym ogrodzeniu państwa Abe, którzy nie bacząc na zagrożenie sprzątali posesję. W końcu dotarli na miejsce i rozeszli się do swoich domów. Zanim Kimiko weszła do mieszkania, zaczepił ją jadący rowerem sąsiad Masaki i zapytał:

- Czy to prawda, że nadciąga tsunami?
- Tak – odpowiedziała Kimiko – słyszałam o tym w urzędzie, dlatego przyjechałam na chwilę i zaraz stąd uciekam. Spójrz na ocean, woda zaczyna się cofać odsłaniając dno.
- Rzeczywiście – stwierdził Masaki i pojechał do domu po hanko, okrągłą pieczęć z nazwiskiem, którą używa się w Japonii zamiast podpisu.

Kimiko weszła do swojego domu, w którym niemal wszystko było poprzewracane. Podniosła z podłogi tabliczki ihai, zamknęła okna i z powrotem wyszła na zewnątrz. Gdy spojrzała na ocean, woda podniosła się już na wysokość falochronu. W tym momencie wiedziała, że jej życie jest zagrożone. Zaczęła szybko iść, a następnie biec na pobliskie wzgórze. Po drodze spotkała sąsiadków, którzy obserwowali fale na Pacyfiku. Biegnąc pomyślała – dlaczego oni tutaj jeszcze stoją? Kiedy wbiegła na wzgórze usłyszała ogromny huk, a chwilę później krople wody rozprysły się po całej okolicy.

Kimiko pomyślała o mężu – gdzie on może być? Popatrzyła na ludzi, którzy zdążyli się ewakuować i w grupie dostrzegła swojego ukochanego. Powiedziała do siebie „yokatta” i wówczas łzy pociekły jej po policzkach. Inni mieli mniej szczęścia, bo nikt nie spodziewał się, że woda podniesie się 16 metrów ponad normalny poziom oceanu. Ci co wcześniej się ewakuowali, w milczeniu obserwowali jak totalnej zagładzie ulega nadmorska część miasta Minamisoma. Po zachodzie słońca zostało już tylko jedno wielkie rumowisko.

Następnego dnia rozpoczęły się poszukiwania ciał mieszkańców, którzy nie zdążyli uciec przed tsunami. W całym mieście życie straciło ponad 600 osób, czyli około 1% populacji. Porównując to do innych miejscowości nie było tak źle, bo zdarzały się przypadki, gdzie fala zabijała nawet 10% wszystkich mieszkańców. Na liście zabitych znaleźli się między innymi Yoshimune, Katsuyoshi oraz Masaki, w którego zaciśniętej dłoni była pieczęć hanko...
Trwa ładowanie komentarzy...